piątek, 24 października 2025

Recenzja - "Kobiety z Czerwonych Bagien" Grażyny Jeromin Gałuszko

Przed wakacjami znów zaczęłam odwiedzać moją gminną bibliotekę. Po latach przerwy odkryłam tam mnóstwo ciekawych pozycji, które czekały, by po nie sięgnąć. Jedną z nich była książka „Kobiety z Czerwonych Bagien” autorstwa Grażyny Jeromin-Gałuszko.

Autorkę znałam już wcześniej — odkryłam ją dzięki Storytel i jej cykl bardzo przypadł mi do gustu. Kiedy więc zobaczyłam na bibliotecznej półce książkę z jej nazwiskiem, nie wahałam się ani chwili.

O czym jest książka? To opowieść o tytułowych kobietach z Czerwonych Bagien — siedliska położonego między rzeką a mokradłami. Akcja toczy się zarówno w czasach współczesnych, jak i w przeszłości, dzięki czemu poznajemy historię powstania tego miejsca oraz losy jego kolejnych mieszkanek.

Charakterystyczne jest to, że w kolejnych pokoleniach rodzą się same dziewczynki, a mężczyznom, którzy próbują tam osiąść, przytrafiają się rozmaite wypadki — często tragiczne. Żadna z kobiet tej rodziny nie zaznała długiego, szczęśliwego związku.

Kiedy rozpoczyna się akcja, Kornelia — prawie najmłodsza z rodu — samotnie wychowuje córkę Olgę. Nie zdradza nikomu, kto jest ojcem dziecka, a po wypadku, w którym łamie nogi, staje się niemal uwięziona w domu. Ciałem jest obecna, ale myślami i sercem — gdzieś daleko. Jedyną osobą, która naprawdę ją rozumie, jest jej prababka, blisko stuletnia Roza.

To właśnie Roza, obecna w historii od samego początku aż po jej finał, jest prawdziwą seniorką rodu. Choć narracja prowadzona jest z perspektywy Kornelii, można powiedzieć, że to przede wszystkim opowieść o Rozy — o jej spokoju, mądrości i cierpliwości. To kobieta, która wiele wie, ale niczego nie wymusza. Czeka, aż jej potomkinie same dojrzeją do rozmowy.

Dom na Czerwonych Bagnach to coś więcej niż tło wydarzeń — to bohater sam w sobie. Choć położony na uboczu i owiany złą sławą, jest dla kobiet z tej rodziny ostoją. Wszystkie prędzej czy później do niego wracają, przyciągane jak magnesem. To miejsce spokoju, akceptacji i zrozumienia.

Między kobietami zdarzają się sprzeczki, czasem gorzka krytyka, ale mimo różnic zawsze towarzyszy im wzajemna akceptacja. To bardzo prawdziwe — jak w każdej rodzinie, gdzie miłość i złość często idą w parze.

Książka jest lekka w odbiorze, choć nie brakuje w niej trudnych tematów. Grażyna Jeromin-Gałuszko pisze o cierpieniu i samotności z humorem i ciepłem, przez co lektura zostawia po sobie dobre, spokojne emocje.

Przy obecnej aurze taka opowieść to idealny wybór — trochę nostalgiczna, ale jednocześnie niosąca ukojenie. To książka dla miłośników sag rodzinnych, wielopokoleniowych historii i swojskich, wiejskich klimatów.

Czytałaś "Kobiety z Czerwonych Bagien"? Jakie masz wrażenia?
A może możesz polecić mi coś w podobnym klimacie?
Będę wdzięczna za komentarze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz